Sochaczew Sochaczew Sochaczew
Tęsknota za prawdziwym świętowaniem

Tegoroczna Wielkanoc będzie trzecim świętem przeżywanym w czasie pandemii. Nasze myślenie jest więc bardziej nakierowane na to, jak ją spędzimy w obliczu ogromnej liczby zachorowań, niż na tradycyjne przygotowania do świąt. Częściej zastanawiamy się, kto jeszcze z naszych najbliższych zachoruje, niż nad tym,  jakie mazurki upieczemy tym razem. Skoro więc nie mamy głowy do wielkich przygotowań, przypomnijmy sobie, jak to "drzewiej" bywało i pomyślmy, że jeszcze kiedyś może być pięknie.

Dawniej nasza wielkopostna i wielkanocna obrzędowość była bardzo bogata. W dużej mierze ukształtowała ją religia, ale też natura - zmieniające się pory roku, odradzanie do życia przyrody po zimowym uśpieniu.
Żur, śledzie i modlitwa

Zacznijmy jednak od Wielkiego Postu, którego pierwszym dniem jest Środa Popielcowa i kiedy to ksiądz posypuje wiernym głowy popiołem. Ale nasi przodkowie nie poprzestawali na tym religijnym obrzędzie. Jak pisze Józef Szczypka w "Kalendarzu Polskim", powszechne w kraju były "judaszki", czyli obchodzenie po wsi, czy ulicach miast z kukłą symbolizującą Judasza. Ciągnięto ją na sznurku, obijano kijami, kopano, a jej resztki topiono w rzece lub stawie. Bywało też że kukła Judasza zawisła na drzewie.

Na początku Wielkiego Postu pozbywano się z kuchni dużych garnków. Po wyszorowaniu, wynoszono je na 40 dni do komory lub na strych, na znak rezygnacji z tłustego i obfitego jedzenia. Podobnie czyniono z woreczkami machorki i tabaką. Żywiono się postnym żurem, śledziami, kwaszoną kapustą i kartoflami skąpo okraszonymi olejem lnianym. Na sześć tygodni ustawało życie towarzyskie, obowiązywała modlitwa, post i czytanie religijnych ksiąg.
Jedynym przerywnikiem tej wielkopostnej ciszy i umartwienia było radosne, hałaśliwe "półpoście". Pisze o nim m.in. Barbara Ogrodowska w "Polskich obrzędach i zwyczajach". Dokładnie w dniu przepoławiającym post o drzwi domów, głównie tych, w których mieszkały dziewczęta na wydaniu, kawalerowie tłukli garnki wypełnione popiołem, biegali ulicami z kołatkami, robiąc wiele hałasu i drewnianym młotem "wybijali post".

Zwyczaj ten był jeszcze niedawno bardzo żywy w pobliskim Bolimowie, gdzie chłopcy nocą zamalowywali pannom okna. Zależnie od tego, jak grubą warstwę farby położyli na szyby, trzeba ją było zdrapywać żyletką, albo po prostu wymieniać szyby w oknach. W ruch szły także gliniane garnki, a że Bolimów słynął z zakładu garncarskiego Konopczyńskich, różnego rodzaju "skorup" nie brakowało.

Kwietna niedziela
Szczególnym wydarzeniem Wielkiego Postu była Niedziela Palmowa, zwana też kwietną, rozpoczynająca Wielki Tydzień. Obchodzi się ją na pamiątkę uroczystego wjazdu Jezusa do Jerozolimy, gdzie witano go gałązkami palmowymi i szatami rzucanymi pod nogi. Ten dzień świetnie oddaje cytat z Mikołaja Reja: "W Kwietną Niedzielę kto bagniątka nie połknął, a dębowego Jezusa do miasta nie doprowadził, to już dusznego zbawienia nie otrzymał!".
"Bagniątka" to oczywiście kotki z bazi, a "duszne" zbawienie - duchowe odpuszczenie win. Tak więc połykano "bagniątka", wierząc w ich leczniczą moc, zwłaszcza na choroby gardła. Mówiąc o dębowym Jezusie, Rej miał na myśli figurę Chrystusa na osiołku, ustawioną na drewnianym wózku, który ciągnięto od kościoła do kościoła, często w asyście zacnych obywateli miasta czy wsi.

Długa jest także tradycja strojenia palm. W Polsce ich podstawą były kwitnące gałązki wierzbowe, ale też kwiaty, kolorowe wstążki, suszone trawy. Często stawały się one przedmiotem rywalizacji. Im wyższa i piękniejsza, tym większy splendor spadał na jej właściciela. Dzisiaj mało kto sam tworzy palmę wielkanocną. Ich bogaty wybór znajdziemy na targu a nawet w marketach.

Przed pandemią wykonywaniem palemek zajmowały się dzieci i opiekunowie świetlicy Caritas przy parafii św. Wawrzyńca. Pieniądze z ich sprzedaży zasilały budżet świetlicy. Corocznie w parafii odbywał się także konkurs na największą palmę. Jak będzie w tym roku, zobaczymy?

Post i czuwanie przy grobie
I wreszcie nadchodził Wielki Tydzień. Pobożny i pracowity, bo nasi dziadkowie musieli znaleźć czas i na praktyki religijne i na przygotowania do świąt. W bogatych domach sprzątaniem, gotowaniem zajmowała się służba. Tutaj samo pieczenie ciast zajmowało tydzień, nie mówiąc o wędzeniu szynek, przyrządzaniu salcesonów, pasztetów, pieczystego. Państwu pozostawiano czas na duchowe przygotowania do Wielkanocy. W biedniejszych domach wszystkie obowiązki spadały głównie na kobiety, ale też święta nie były u nich tak wystawne.
We wszystkich domach odbywało się natomiast zdobienie jaj. To bardzo długa i bogata tradycja, której można by poświęcić oddzielny artykuł. W Łowiczu i podłowickich wsiach np. oprócz wydmuszek tradycyjnymi wycinankami strojono też okna, ściany i belki stropowe.

Triduum Paschalne, czyli ostatnie trzy dni Wielkiego Tygodnia, gromadziło w kościołach rzesze wiernych. Do tej pory to najważniejszy okres w roku liturgicznym. W tym czasie celebruje się mękę, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Święte Triduum rozpoczyna się w Wielki Czwartek wieczorną Mszą Wieczerzy Pańskiej, milkną dzwony i organy. Wielki Piątek jest dniem śmierci Jezusa. Odbywa się ostatnia, najbardziej uroczysta Droga Krzyżowa, wiernych obowiązuje ścisły post i rozważanie Męki Pańskiej. W Wielką Sobotę święcimy pokarmy, a wieczorem, kiedy rozpoczyna się Wigilia Paschalna - wodę i ogień. Trwa czuwanie przy Grobach Pańskich. One też przez wieki utrwaliły się w naszej tradycji. Często są to kunsztowne dekoracje z duchowym przesłaniem.

Alleluja, Alleluja!
W różnych regionach kraju obchodom Wielkiego Tygodnia towarzyszyły nieco inne zwyczaje, ale zawsze podchodzono do nich nabożnie, z wielką czcią. Powszechnie znane są misteria pasyjne np. w Kalwarii Zebrzydowskiej, Kalwarii Pacławskiej czy Górze Kalwarii na Mazowszu, do dziś z pietyzmem odtwarzające Drogę Krzyżową. Co roku odbywa się tam dramat pojmania Jezusa, jego sąd, dźwiganie krzyża, okrutna śmierć i wreszcie zmartwychwstanie, na które wszyscy czekają.

Podczas rezurekcji, porannej mszy w Niedzielę Wielkanocną, wierni śpiewają "Wesoły nam dziś dzień nastał" a kapłan wypowiada słowa: "Chrystus Zmartwychwstał! Alleluja, Alleluja!" Jest to znak do świętowania, a kiedyś do prawdziwego obżarstwa, bowiem "wyposzczony lud" wręcz rzucał się na pełne stoły, dogadzając sobie "jadłem i napitkiem". A później przychodził Poniedziałek Wielkanocny - czas zbiorowej zabawy, polewania się wodą, chodzenia z gaikiem, odwiedzania sąsiadów i robienia psikusów.

Może po ustaniu pandemii wrócimy do tych religijnych i towarzyskich praktyk, na razie jednak pozostaje nam przeżywanie Wielkiego Tygodnia i Zmartwychwstania Pańskiego w wąskim rodzinnym gronie.

Jolanta Śmielak-Sosnowska


A A A
02-04-2021
godz.08:20
 


nadchodzące wydarzenia

sobota, 17.04.2021 r. 3193165 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms    
wypisz się
polecamy