Kolejni oskarżeni stanęli przed sądem

Jedna z największych sochaczewskich afer ostatnich lat - dotycząca DPS w Młodzieszynie - znalazła finał przed sądem. Podczas trzeciej już rozprawy 3 października kolejni oskarżeni przyznali się do winy. Jak do tej pory tylko Justyna N. i Janusz C. nie złożyli wyjaśnień.

Już na początku rozprawy 3 października sędzia Mariusz Królikowski poinformował strony o kolejnym wniosku o dobrowolne poddanie się karze. Adwokat Barbary P. zaproponował, że jego klientka przyjmie złagodzony wyrok w wymiarze dwóch lat bezwzględnego pozbawienia wolności, a także wypłaci pokrzywdzonym kwoty zadośćuczynienia, w tym Starostwu Powiatowemu w Sochaczewie ponad 5.000 zł oraz Domowi Pomocy Społecznej w Młodzieszynie – blisko 50.000 zł. Jedyną stroną postępowania, która nie wyraziła zgody na takie rozstrzygnięcie, było sochaczewskie starostwo. Jego przedstawiciele odmowę przyjęcia takiego rozwiązania argumentowali zbyt krótkim czasem na ocenienie, czy proponowany wymiar kary jest odpowiedni, szczególnie w kwestii naprawienia szkody. Sąd dał starostwu czas do namysłu do następnej rozprawy 9 października.

Kupowałam tylko odzież i bieliznę

Sąd odebrał wyjaśnienia od byłej kierowniczki działu opiekuńczo-terapeutycznego w DPS Elżbiety R. Kobieta przyznała, że uczestniczyła w zakupach robionych na konto DPS, ale twierdzi, że nie miała z tego żadnych korzyści finansowych. Zaznacza przy tym, że nie kupowała w ten sposób żadnego sprzętu RTV, AGD oraz żadnych mebli i książek. Jak się wyraziła – jedynie odzież i bieliznę. Podkreśliła przy tym, że nigdy nie była to odzież ekskluzywna i kosztowna. Elżbieta R. dodała też, że nie była inicjatorką takich zakupów. Jak wyjaśniała, decyzje o ich przeprowadzeniu zawsze podejmowała dyrektor DPS.

- Z perspektywy czasu wiem, wysoki sądzie, że było to głupotą i źle pojętą lojalnością wobec pani dyrektor – oceniła swoje postępowanie R. Dodała również, że chciałaby zadośćuczynić pokrzywdzonym.

Z wyjaśnień Elżbiety R. wynika, że zakupy odzieżowe dyrektorka, ona sama oraz Barbara P. robiły m.in. w markowych sochaczewskich sklepach. Faktury z tych sklepów były następnie rozpisywane na mieszkanki DPS. Finalnie jednak do pensjonariuszek trafiała jedynie niewielka część zakupionej odzieży i to te tańsze rzeczy. R. opisała też mechanizm przyjmowania do domu pomocy pensjonariuszy, tzw. „pozadecyzyjnych”, czyli takich, którzy trafiali pod opiekę placówki bez wymaganych zgód administracyjnych, a jedynie na podstawie umowy zawartej między dyrekcją, a rodziną umieszczanej osoby. Opowiedziała też na jakich zasadach z kont pensjonariuszy wypłacane były kwoty większe niż zgłoszone przez nich zapotrzebowanie. W druczkach takiego zapotrzebowania, np. do kwoty 50 zł dopisywana była z przodu cyfra jeden lub dwa i tym sposobem pensjonariusz tracił na rzecz nieuczciwych opiekunów sto do dwustu złotych. Jak zeznała R. każdorazowo podczas takich „akcji”, od kilku pensjonariuszy udawało się zagrabić kwotę około 1200 zł. Następnie była ona dzielona między R., Barbarę P. oraz Justynę N. Pieniądze nie były przy tym dzielone równo. Według R. to dyrektorka sugerowała, kiedy mają zostać pobrane wyższe kwoty z depozytów i to ona decydowała o podziale. Z zeznań R. wynika też, że jej i Barbarze P. przypadały kwoty po około 200 zł. Jak zeznała R. powstałe braki na kontach mieszkańców „rozliczane” były po śmierci pensjonariusza. Podrabiany był dokument, jakoby po pozostały depozyt po zmarłym zgłosiła się jego rodzina. W innych przypadkach, kiedy mieszkaniec miał trafić do szpitala i było podejrzenie, że umrze, pobierany był od niego przed wyjazdem odcisk kciuka. Ta forma złożenia podpisu była honorowana w przypadkach, kiedy pensjonariusz był niepiśmienny lub nie mógł już utrzymać długopisu. Odcisk służył do wyczyszczenia konta z pieniędzy. R. zaznaczyła, że gdyby nie wyraziła zgody na takie mechanizmy, straciłaby pracę.

Nic z tego nie miałam

W następnej kolejności sąd odebrał wyjaśnienia od byłej magazynierki DPS. Do jej obowiązków należało księgowanie faktur na towary przyjmowane na stan domu pomocy. Kobieta nie ukrywała, że trafiały do niej same faktury, niemające pokrycia w towarach, z poleceniem zaksięgowania na poszczególne działy domu, w tym sprzęt RTV i AGD, płyty CD, książki czy ubrania. Jak podkreśliła, nigdy nie uczestniczyła w nielegalnych zakupach na konto DPS i nigdy nie otrzymała żadnych zakupionych w ten sposób towarów. Część ubrań rozpisywana była na mieszkańców placówki, pozostałe wpisywane były do kartotek BHP i rzekomo trafiały do pracowników. Czy je rzeczywiście otrzymywali, kobieta nie wiedziała. Przyznała się do poświadczania nieprawdy w dokumentach. Podkreśliła przy tym, że była mobbingowana (co potwierdził wyrok sądu pracy w Żyrardowie), zastraszana i poniżana. Panicznie bała się, że może stracić pracę, jako osoba samotna w trudnej sytuacji rodzinnej i w wieku tuż przed ochroną przedemerytalną.

- W świetle tego co się stało, czuję się ofiarą tej sytuacji, a nie członkiem grupy przestępczej. Nie uważam, że powinnam ponieść odpowiedzialność od przypisanej nielegalnie zaksięgowanym towarom wartości. Jest to rażąca niewspółmierność kary do popełnionych czynów – podsumowała.

Jestem niewinny

Jako ostatni wyjaśnienia złożył były kierowca w DPS Mirosław Szymański (pełne dane ujawnione na wyraźną prośbę oskarżonego). Nie przyznaje się on do żadnego z zarzucanych mu czynów. Podkreślił przy tym, że był jedną z osób, które jako pierwsze poinformowały odpowiednie służby oraz media o nieprawidłowościach w DPS, a także był pierwszym pracownikiem placówki, który otwarcie przeciwstawił się byłej dyrektor. Zaznaczył, że linia oskarżenia wobec niego opiera się na zeznaniach osób, które albo już usłyszały wyroki skazujące w aferze DPS, albo przyznały się do zarzucanych im czynów. Jest przy tym w stanie zrozumieć, skąd wzięły się pomówienia o jego rzekomym udziale w zakupach na konto DPS.

- Rzeczywiście, za zgodą pani dyrektor, zakupiłem za pieniądze domu pomocy aktówkę na dokumenty, buty oraz kurtkę. Jednak każdą z tych rzeczy w sposób legalny na kartę BHP – wyjaśniał Szymański. - To prawda również, że uczestniczyłem w zakupach oskarżonych, jednak jako kierowca, który zostawał w samochodzie i czekał pod sklepem. Moja bliska relacja z panią dyrektor, to również pomówienie. Nie byliśmy „na ty”. Największa poufałość, na jaką sobie pozwalałem, to zwracanie się do mojej pracodawczyni „szefowa”.

Mirosław Szymański przytaczał również sytuacje, w których Justyna N. pożyczała od niego kwoty około 200 zł, a potem, poproszona o zwrot, obrażała się na niego.

- Przestawała się do mnie odzywać na przeszło miesiąc, a jedyne komunikaty, to było podanie adresu, pod który mam jechać – przytaczał mężczyzna. - Innym razem wsiadała do samochodu i stwierdzała: wiesz, że mam być w starostwie za osiem minut? Pokonanie drogi z Młodzieszyna w takim czasie było oczywiście niemożliwe. Nie przeszkadzało to jednak pani dyrektor obarczać mnie później winą za spóźnienie.

Jak wyjaśnił Szymański, rzeczywiście dostarczał do DPS owoce i warzywa ze swojego gospodarstwa, jednak zawsze w ilości i w kwocie zgadzających się z dokumentem przyjęcia. Nie był w stanie powiedzieć, czy później stany te były zawyżane. Jedyną niefrasobliwość po swojej stronie widzi w podpisywaniu protokołów zakupów, które nie były dokonywane na fakturę, np. z rynku. Przyznał, że często podpisywał je w ciemno, nie będąc nawet przy takich zakupach, bo nie chciał rozzłościć dyrektorki. Mirosław Szymański jest też jedną z osób, które wywalczyły w Sądzie Pracy w Żyrardowie odszkodowanie za to, jak były traktowane w czasie pracy w DPS.

Tym sposobem wiemy już, że poza Mirosławem Szymańskim, każdy z oskarżonych w aferze DPS, przynajmniej w części, przyznał się do winy. Wyjątkiem są Justyna N. i Janusz C., którzy zdecydowali się przedstawić swoje wyjaśnienia dopiero po przesłuchaniu świadków. Czyli nieprędko, bo w sprawie świadczyć ma przeszło 400 osób. Przesłuchanie pierwszych dwóch przewidziane zostało na 9 października. Tego dnia zapadnie też decyzja co do wniosku o dobrowolne poddanie się karze złożonego przez Barbarę P.

 

A A A
08-10-2019
godz.07:57
 


nadchodzące wydarzenia

poniedziałek, 14.10.2019 r. 2618597 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms     wypisz się
polecamy