Ruszył główny proces w aferze DPS

W czwartek 29 i w piątek 30 sierpnia na ławie oskarżonych płockiego sądu zasiadło kolejnych dziewięć osób, w tym była dyrektor Domu Pomocy Społecznej w Młodzieszynie, Justyna N. i były wicestarosta powiatu sochaczewskiego Janusz C. Prokuratura w Płocku przekazała do sądu materiał dowodowy, który dokumentuje np. wyprowadzenie z DPS prawie pół miliona złotych - tylko w postaci zakupów mebli, ubrań, sprzętu AGD i RTV, czy żywności, które to przedmioty nigdy nie trafiły do dyspozycji pensjonariuszy. Była dyrektor jest oskarżona o ponad 150 czynów na szkodę DPS i ponad 60 na szkodę Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, placówki teoretycznie nadzorującej DPS.

Przypomnijmy - 21 stycznia 2014 r. opinią publiczną w Sochaczewie i w całym kraju wstrząsnęły doniesienia, że funkcjonariusze Komendy Wojewódzkiej w Radomiu wraz z policjantami z naszego miasta dokonali zatrzymania pięciu pracowników placówki. W kolejnych dniach jedną z tych osób zwolniono, zatrzymano natomiast dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie Barbarę B., a na jaw zaczęły wychodzić bulwersujące ustalenia prokuratury w tej sprawie. W toku policyjnych działań przeszukano pomieszczenia biurowe, zabezpieczając dokumentację, a także mieszkania zatrzymanych osób, gdzie znaleziono odzież i żywność pochodzące z przestępstwa. Tyle historii.

Już na początku rozprawy 29 sierpnia br. Łukasz P., który zdaniem prokuratury był fikcyjnie zatrudniony w DPS, przyznał się do całości zarzucanych mu czynów i złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze, w którym zobowiązał się do naprawienia wyrządzonej szkody na prawie 15 tys. zł. Jeszcze na sali sądowej zaznaczył jednak, że „dużą część z tych pieniędzy wzięła pani dyrektor”, wskazując na oskarżoną Justynę N. Rozpatrzeniem wniosku Łukasza P. zajmie się sąd w innym składzie.

Materiał dowodowy zgromadzony przez prokuraturę jest ogromny. Przekazane do sądu akta z trwającego pięć lat śledztwa zajmują blisko 100 tomów! W procesie przesłuchanych ma zostać ponad 400 świadków. Akt oskarżenia ma blisko 1100 stron i odnosi się również do nieprawidłowości przy rozliczaniu delegacji służbowych i przy wdrażaniu programów finansowanych z funduszy unijnych, przywłaszczania środków z depozytów pensjonariuszy DPS, zatrudniania ludzi „na słupa”, przywłaszczania środków przeznaczonych na imprezy kulturalne dla pensjonariuszy DPS itd., itp.

Do tej pory udało się przed sądem odebrać zeznania od dwojga oskarżonych, byłej dyrektor PCPR Barbary B. i byłej księgowej DPS Elżbiety G. Dyrektorka PCPR przyznała się do zarzucanych jej czynów w części dotyczącej nieprawidłowości przy rozliczaniu delegacji służbowych, a także w części do pozostałych zarzucanych jej czynów. Jak twierdzi, sprzeczne z ustaleniami prokuratury jest to, że podczas rozliczania programów unijnych „Czas na samodzielność” (finansowany ze środków unijnych program skierowany do dzieci wywodzących się z “trudnych” środowisk - przyp. red.) działała w porozumieniu z Justyną N. i Januszem C. Barbara B. nie przyznaje się do tego, że była z N. w zmowie. Jak stwierdziła, była mobbingowana i nie działała z nastawieniem uzyskania korzyści finansowej. Nie zgłosiła tych spraw na policję z obawy o utratę pracy.

- Gdybym straciła pracę, to nie mielibyśmy za co żyć. Wówczas mieliśmy w domu trudną sytuację finansową. C. i N., kiedy ja się postawiłam, że nie będę tolerować takich sytuacji, roześmiali się tylko, mówiąc, że nawet jakbym coś powiedziała, to będzie to tylko słowo przeciwko słowu - twierdzi Barbara B.

Oskarżona na potwierdzenie, że była zastraszana, przytoczyła historię, jakoby przed 2014 rokiem doszło do wydarzenia, w którym Jarosław S. (w tamtym czasie dyrektor wydziału architektury i budownictwa w starostwie - przyp. red.) zagroził jej rozbiórką domu, bo nie chciała podpisać faktury, do której nie było dołączonej dokumentacji, z której by wynikało, że Justyna N. przeprowadziła zajęcia edukacyjne z dziećmi. W odczuciu B. faktycznie to była dyrektor DPS rządziła w starostwie i podejmowała wszystkie decyzje.

- To była chora sytuacja, bo w projektach figurowała jako mój pracownik, a jak ja jej na coś zwracałam uwagę, to mi mówiła: „co ty możesz, nie podskakuj”. Justyna N. i Janusz C. dawali mi do zrozumienia, że mogę być zwolniona ze stanowiska – twierdzi Barbara B.

Z kolei była księgowa, Elżbieta G. nie przyznaje się do stawianych jej zarzutów, czyli do doprowadzenia do zatrudnienia w DPS swojego syna ze świadomością, że nie będzie on świadczył pracy, a pobierał tylko pensję. Inne zarzuty to: wystawianie fikcyjnych umów o pracę, dokonywanie z depozytów pensjonariuszy DPS wypłat niezgodnych z ich wolą, rozliczanie fikcyjnych wyjazdów służbowych, poświadczanie nieprawdy w dokumentach odnoszących się do wyjazdów pensjonariuszy na wycieczki, do teatru itp. (zdaniem prokuratury w tych wyjazdach nie uczestniczyli pensjonariusze, a wybrana kadra DPS i starostwa - red.). Księgowa przyznała się za to w części do zarzutów dotyczących robienia zakupów na konto DPS, ale w skali zdecydowanie mniejszej, niż zarzucana jej przez prokuraturę.

Jak zeznała G., Elżbieta R. (była kierownik działu opiekuńczo-terapeutycznego   w DPS - red.) i Barbara P. (była księgowa i kasjerka w DPS – red.) przynosiły jej rachunki wypisane ręką Barbary P., z których pieniądze były już wypłacone z kont pensjonariuszy zanim zdążyła je zatwierdzić do wypłaty. Z zeznań G. można wywnioskować, że zaniepokoiły ją rachunki ze sklepu z ekskluzywną odzieżą przy ulicy Żeromskiego, jak też faktury z Ikei.

-  Zwróciłam uwagę na te faktury, ponieważ były to rzeczy drogie i nic nie wskazywało, żeby były przeznaczone dla mieszkańców DPS – zeznała Elżbieta G. - Fizycznie tych rzeczy nigdy nie widziałam w ośrodku i nie mogę powiedzieć, czy trafiły do mieszkańców.

Oskarżoną zaniepokoiły również faktury odnoszące się do ubrań i butów za kilkaset złotych, szczególnie, że wszystko wskazywało na to, że rzeczy te nie trafiały do pensjonariuszy DPS.

- Te zakupy, które ja przyjęłam na DPS (przedmioty rozpisane na faktury opłacone przez dom pomocy - red.), to mi je proponowała pani dyrektor. Ja nie chciałam uczestniczyć w tym - przekonywała oskarżona.

Z kolei z ujawnionych przez prowadzącego rozprawę sędziego Mariusza Królikowskiego wyjaśnień Janusza C. wynika, że nie przyznaje się on do zarzucanych mu czynów. Jak twierdzi były wicestarosta, do niczego nie zmuszał Barbary B. Mógł mieć jedynie drobne sugestie. Według C. Barbara B. była bardzo zadowolona z pracy, jaką wykonywała Justyna N. w ramach projektu „Czas na samodzielność”. Chociaż mogło tak być, że B. wspomniała coś, że N. nie wypracowuje całości powierzonych jej zadań. Miał wtedy prosić, żeby B. dopilnowała, aby takie sytuacje nie miały miejsca. Jak twierdzi C. nigdy nie interweniował, żeby dyrektorka PCPR wypłaciła N. wynagrodzenie. C. odmówił składania jakichkolwiek innych wyjaśnień.

Z kolei z ujawnionych przez sąd wyjaśnień Justyny N. wynika, że początkowo nie przyznawała się do zarzucanych jej czynów. Powoływała się na kontrole, które nigdy nie wykazały jakichkolwiek nieprawidłowości w kierowanej przez nią placówce. W kolejnych wyjaśnieniach odpowiedzialnością   zaczęła obarczać Elżbietę G. i Elżbietę R. Twierdziła, że to te panie namówiły ją do robienia zakupów na konto DPS, by potem grozić jej, że wyjawią proceder, jeśli się im nie podporządkuje. Co do przywłaszczania pieniędzy z depozytów pensjonariuszy N. stwierdziła, że domyślała się, iż R. może przywłaszczać te pieniądze. W zakresie dotyczącym zatrudniania osób, które nie świadczyły pracy na rzecz DPS, N. odpowiedzialnością obarczyła Elżbietę G. Według byłej dyrektor, to właśnie G., mając wiedzę o nieprawidłowościach, których dopuściła się jej szefowa, dyktowała kto i w jakim zakresie ma być zatrudniony. Justyna N. twierdziła też, że to dyrektor PCPR Barbara B. kazała jej sporządzać dokumentację zajęć w zakresie programu „Czas na samodzielność”, które to faktycznie się nie odbyły.

Dopiero pod koniec 2016 roku była dyrektor DPS zaczęła brać odpowiedzialność za popełnione przez siebie czyny i w zeznaniach dokładnie opisywać, co działo się w DPS i PCPR. Przyznała przy tym, że wpływ na jej postępowanie miał były wicestarosta, Janusz C., z którym, jak mówiła, łączyły ją więcej niż przyjacielskie relacje. Twierdzi również, że część z pozyskiwanych nieprawnie pieniędzy przekazywała właśnie wicestaroście. Co do prywatnych zakupów na rachunek DPS oskarżona stwierdziła, że „każdy kupował to, co akurat było mu potrzebne”. Według relacji oskarżonej w zakupach takich Janusz C. nie brał osobiście udziału, jednak mówił N., czego potrzebuje, albo sama N. decydowała, co akurat może mu się przydać.

Kolejny termin w sprawie DPS sąd wyznaczył na 3 października. Zgodnie z założeniami, do marca przyszłego roku przesłuchanych ma zostać pierwszych 120 świadków.

Należy przy tym pamiętać, że jeden z wątków afery DPS, odnoszący się do nieprawidłowości przy wypłacaniu premii i nagród, znalazł już na początku tego roku finał w sądzie. Zapadły w nim wyroki bezwzględnego pozbawienia wolności dla byłej dyrektor, księgowej oraz kasjerki domu pomocy w Młodzieszynie. Skazane pracownice są również zobowiązane do solidarnego naprawienia wyrządzonej szkody w kwocie blisko 300.000 zł.

Sebastian Stępień
sebastian.stepien@sochaczew.pl

A A A
10-09-2019
godz.07:14
 


nadchodzące wydarzenia

niedziela, 15.09.2019 r. 2589506 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms     wypisz się
polecamy