Wrzesień 1939 r. na terenie Sochaczewa i gminy Sochaczew - cz. X

Nieżyjący już Leszek Nawrocki, kustosz Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą, autor publikacji historycznych, przez lata pracy zgromadził wiele wojennych wspomnień świadków września 1939 r., a wśród nich uczestników Bitwy nad Bzurą. Dzięki nim udało mu się stworzyć spójny obraz początku wojny na naszym terenie. Oto, jak wyglądał pamiętny wrzesień dzień po dniu.

11 września

Rankiem 11 września grupa płk. Świtalskiego wyruszyła z Sannik do Sochaczewa i około południa zajęła miasto. Nieprzyjaciel wycofał się o świcie, jeszcze przed przybyciem grupy płk. Świtalskiego. W ślad za Niemcami do miasta wkroczył 48 batalion saperów mjr. Wacława Wasilewskiego. Razem z batalionem przybył dowódca saperów armii „Pomorze” – ppłk Emil Strumiński w celu przeprowadzenia rozpoznania saperskiego. Niemcy, opuszczając Sochaczew, zniszczyli za sobą most na Bzurze. Na stacji kolejowej Polacy zagarnęli bogatą zdobycz – 3 pociągi z żywnością, 10 cystern z benzyną, dużą liczbę granatów ręcznych.

Po zajęciu Sochaczewa płk Świtalski natychmiast przystąpił do organizowania obrony przedmościa na prawym brzegu Bzury. Rozpoczęto odbudowę zniszczonego mostu, a ponadto zbudowano drugi pontonowy, wykorzystując do tego część 181 i 182 lekkich kolumn pontonowych oraz siły 48 batalionu saperów i resztki 8 batalionu saperów z Torunia. Zgrupowanie płk. Świtalskiego objęło dozorowanie Bzury od Sochaczewa po Brochów na północy (29).

O zajęciu Sochaczewa przez oddziały grupy płk. Świtalskiego pisał mieszkaniec Wągrowca, ppor. rez. Ignacy Borucki – żołnierz batalionu marszowego z armii „Pomorze”: „… Dnia 11 września dostaliśmy rozkaz zdobycia Sochaczewa. Mówiono, że Niemcy przygotowują masową egzekucję ludności cywilnej. Z informacji, jakie do nas dochodziły wynikało, że w tym celu hitlerowcy zgromadzili mężczyzn i kobiety na rynku. Dlatego też staraliśmy się jak najszybciej dostać się do miasta. Nieprzyjacielskie lotnictwo utrudniało nam ten marsz. Na polach przed Sochaczewem ostrzelano nas z broni ręcznej oraz z moździerzy. Dlatego dowódca batalionu, kapitan rezerwy – Łada Skrzypkowski zażądał pomocy od naszego pułku. Pomoc ta nadeszła, a zobaczywszy nas na wzgórku z boku Sochaczewa, otworzyła z broni maszynowej tak silny ogień, że trzęsły się dachy pobliskich chałup. Po półgodzinnym ostrzeliwaniu nawiązaliśmy z nimi kontakt. My i Sochaczew byliśmy zdobyci. Incydent ten najprawdopodobniej sprowokowali sochaczewscy Niemcy, którzy z ukrycia strzelali do nas.

To samo powtórzyło się dnia następnego, kiedy batalion przystąpił do rozładowywania pociągu towarowego, który nadszedł z Warszawy z ładunkiem żywności i papierosów dla naszego pułku. Strzelano do nas zza dalszych wagonów. Penetracja terenu nie przyniosła rezultatu. Później nadleciały samoloty i zbombardowały drogocenny transport. Były tam przecież papierosy i chleb. Po nalocie żołnierze i oficerowie zaopatrzyli się w papierosy i przydymiony chleb z płonących wagonów. Po nieudanym rozładunku batalion otrzymał rozkaz obrony przeprawy naszego pułku przez Bzurę” (30).

(29) K. Ciechanowski, op. cit.,, s. 301.
(30) Ze wspomnień uczestników bitwy nad Bzurą, (w:) „Głos Chemitexu”, nr 17 (344) z 1-15 września 1977

 

A A A
11-09-2019
godz.11:23
 


nadchodzące wydarzenia

niedziela, 15.09.2019 r. 2589506 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms     wypisz się
polecamy