Tysiące gości na pikniku i rekonstrukcji

80 lat od najbardziej krwawej bitwy kampanii wrześniowej na polach czerwonkowskich obejrzeć można było inscenizację początkowej fazy jej przebiegu. W teatrze historii udział wzięło ćwierć tysiąca rekonstruktorów, w tym 45 osób ludności cywilnej. Oprócz tego wykorzystano 30 koni, 22 pojazdy, 130 sztuk broni.
Imponująca pirotechnika, odwzorowanie sceny nalotu niemieckiego samolotu, widowiskowe ataki czołgami i wozami pancernymi - to wszytko pozwoliło oddać atmosferę pola bitwy i tragizm tamtych wydarzeń.

Goście z całej Polski
- Już od wczesnych godzin popołudniowych w Sochaczewie pojawiło się wiele osób, które przyjechały tu specjalnie na piknik i rekonstrukcję. Byli to ludzie z najróżniejszych rejonów kraju, co pokazuje, że tego typu wydarzenia mają swoją wierną publiczność. Powodzeniem cieszyła się więc nie tylko sama bitwa, ale też część edukacyjna, pokazy. Wielu gości skorzystało z możliwości porozmawiania z rekonstruktorami i dowiedzenia się jak wygląda ruch rekonstruktorski „od kuchni”, obejrzało poprzedzające bitwę dynamiczne pokazy sprzętu bojowego, pobrało materiały promocyjne z działającego tego dnia na polach Sochaczewskiego Centrum Informacji Turystycznej – mówi Joanna Niewiadomska-Kocik, naczelnik Wydziału Kultury, Turystyki i Promocji Urzędu Miejskiego.

Miesiące przygotowań
Przedsięwzięcie organizowane było od początku roku. Dbałość o szczegóły, a także zgranie ekip rekonstrukcyjnych pozwoliły wynieść to widowisko na najwyższy poziom. Wzięli w nim udział pasjonaci odtwarzania żywej historii m.in. z Mławy, Torunia, Łowicza, Warszawy, Żyrardowa, Mszczonowa, Poznania, Kampinosu, Płońska, a także z Białorusi. Nie zabrakło oczywiście sochaczewskiej Muzealnej Grupy Historycznej II/18 pp. Reżyserią widowiska zajął się Sławomir Cisowski, a Jacek Haber odpowiadał za pole bitwy.
- Przy tego typu projekcie pierwszą kwestią jest jego finansowanie. Dzięki życzliwości dr Karola Nawrockiego z Muzeum II Wojny Światowej udało nam się pozyskać na ten cel 150 tys. zł. Środki te pochodziły z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dysponując odpowiednim budżetem mogliśmy przygotować widowisko na odpowiednim poziomie – powiedział nam dyrektor Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą Paweł Rozdżestwieński.
Warto zwrócić uwagę, że unikatowość przedsięwzięcia dotyczyła nie tylko liczebnego rozmachu, ale również ram czasowych. Do tej pory rekonstruowano finał walk. W niedzielne popołudnie odwzorowano pierwszą fazę batalii.

Przeprosiny, to za mało
- Mimo, że żadna armia nie miałaby wtedy szans z takim najeźdźcą, polski żołnierz bił się dzielnie. Niemcy płacili słoną cenę za każdy kilometr ziemi. Nasze wojska miały za zadnie spowolnić marsz wroga, licząc na mobilizację Anglii i Francji. Jak wiemy tak się nie stało. Przypominamy o tym rekonstrukcją, by mocno zaakcentować, kto rozpętał II wojnę światową, podczas której wymordowano sześć milionów polskich obywateli. Zrównane z ziemią miasta, spalone wsie, obozy koncentracyjne, łapanki, roboty przymusowe, egzekucje uliczne – to była rzeczywistość sześciu wojennych lat. W Wieluniu, zbombardowanym w nocy z 30 sierpnia na 1 września 1939 roku, niemiecki prezydent Frank-Walter Steinmeier przepraszał i prosił Polaków o przebaczenie. To dobry, lecz jedynie symboliczny gest. Nie jest on w stanie w pełni zrekompensować tego, co przeszedł nasz naród. Podczas tej rekonstrukcji, przypominając naszych żołnierzy z 1939 roku mamy prawo podnieść wysoko głowę i być dumni z ich waleczności. Niech pamięć o nich płynie przez kolejne pokolenia – powiedział otwierając inscenizację poseł Maciej Małecki.

Determinacja polskiego żołnierza
Obrońcy walczyli do ostatniego naboju, lecz w czasie rekonstrukcji dużą uwagę poświęcono również cywilom. Pamiętać należy, że podczas II wojny światowej pierwszy raz byli oni atakowani niemal na równi z żołnierzami, co odwzorowano na polu walki, gdy uciekający cywile zostali osaczeni przez niemiecki oddział. Jak można było usłyszeć w trakcie rekonstrukcyjnej narracji, wróg, który dysponował przeważającymi siłami i nowoczesnym sprzętem, nie mógł zrozumieć determinacji polskiego żołnierza. Nie rozumiał, że tak zaciekle można bić się w imię honoru. Bitwa, choć skazana na klęskę, stanowiła dowód męstwa polskiej armii. Gdy Niemcy byli przekonani, że droga do Warszawy jest dla nich otwarta, ruszyło uderzenie armii Poznań i Pomorze. Atak kawalerii, natarcie niemieckich czołgów, huk wybuchających bomb przeplatany seriami z karabinów sprawiały, że można było poczuć dramatyzm wrześniowych walk.

Rodzina majora wdzięczna sochaczewianom
Wśród publiczności znaleźli się potomkowie dowódcy obrony Sochaczewa, majora Feliksa Kozubowskiego. Jak mówili, udział w obchodach jest dla nich  olbrzymim przeżyciem.
- Muszę przyznać, że dopiero z wiekiem dojrzewa się do pewnych przemyśleń i docenia to, kim był mój dziadek i na jakie poświęcenie zdecydował się on oraz podlegli mu podkomendni. To, że sochaczewianie zdecydowali się zorganizować mu pochówek z wojskowymi honorami, a także zaprosili nas do udziału w rocznicowych obchodach, jest dla nas nie do przecenienia - powiedział nam wnuk majora, Krzysztof Korulski. 


A A A
08-09-2019
godz.13:56
 


nadchodzące wydarzenia

niedziela, 15.09.2019 r. 2589495 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms     wypisz się
polecamy