Niezwykły dom z wielką historią

Zielony drewniany dom w głębi ulicy Staszica od lat wzbudza podziw i zainteresowanie sochaczewian. Zbudowany w góralskim stylu, tonący w zieleni, wydaje się prawdziwą oazą ciszy i spokoju. Siedlisko to od blisko 100 lat służy jego mieszkańcom - najpierw przodkom, później potomkom rodziny Łakomskich. Zarówno budynek, jak i jego domownicy, widzieli i przeżyli niejedno. Część tej historii udało nam się poznać.

Mam umówione spotkanie z panią Marią Łakomską,  ale kiedy pojawiam się w jej pokoju, od razu rodzi się myśl, że gości w nim także nieżyjący już, a wielce zasłużony dla miasta, Ryszard Łakomski. Jego zdjęcia, pamiątki po nim zajmują wszystkie ściany. Z portretowych zdjęć uśmiecha się do nas Rysio jeszcze bardzo młody, ale także dojrzały pan Ryszard, widzimy go na zdjęciach z rodziną i oglądamy jedną z ostatnich fotografii, kiedy choroba przykuła go do łóżka. Maria Łakomska mówi, że przeżyli razem 58 lat i wspomina, że to był piękny czas.

Na początku był dom
Historię zielonego domu opisała Barbara Sobkowicz w swojej książce „Sochonostalgia”, my ją nieco rozwiniemy. Dom wybudowali górale na zlecenie Jana i Barbary Chłopików - dziadków Ryszarda Łakomskiego. Niestety nie zachowały się żadne przekazy co do projektanta tego pięknego, obszernego budynku.

Jan Chłopik sprowadził się do Sochaczewa z Kocierzewa (okolice Łowicza) i w małym kościółku w Trojanowie objął funkcję organisty. W 1924 roku kupił duży plac na ówczesnych przedmieściach Sochaczewa. Zanim powstał obecny dom, państwo Chłopikowie zamieszkali w niewielkim, dziś już nieistniejącym budynku. „Duży” dom budowali dla córki Kazimiery, kiedy ta wyszła za mąż za urzędnika bankowego Stanisława Łakomskiego. Małżonkowie zamieszkali w nowym obszernym domu i tu urodził się ich syn Rysio. Dzisiaj jego córka, Elżbieta Cichońska, opowiada że panu Ryszardowi po ojcu pozostało tylko nazwisko. Stanisław wcześnie opuścił rodzinę i nie utrzymywał z synem żadnych kontaktów, co do końca życia pozostawiło ślad w sercu Ryszarda Łakomskiego. Być może dlatego tak hołubił swoje córki - Hanię i Elę. Były oczkiem w głowie tatusia.

Obie córki, które obecnie mają już swoje dorosłe dzieci, a nawet wnuki, wychowały się w tym domu. Ale służył on nie tylko rodzinie Łakomskich. Przed wojną część jego pomieszczeń wynajmowano lekarzom pracującym w pobliskim szpitalu przy ul. Staszica. Z kolei podczas II wojny światowej okupanci zakwaterowali tu żołnierzy niemieckich. Być może jest to jeden z powodów, dla których dom przetrwał. Wrogowie nie atakowali budynku zajmowanego przez ich ludzi.

Ale rodzina Łakomskich zagospodarować się w swoim domu nie mogła także po wojnie. Z uwagi na nadmetraż władza ludowa ciągle dokwaterowywała im nowych lokatorów, właścicielom zostawiając jeden pokój. Elżbieta Cichońska pamięta, że jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku mieszkali u nich obcy ludzie, którzy nie mieli się gdzie wyprowadzić.

Małżeństwo na lata
Maria Łakomska z domu Wróblewska pochodzi z pobliskiego Leszna. Wykształcenie zdobywała u sióstr niepokalanek w Szymanowie, a później na studiach w Warszawie i Krakowie. Od zawsze interesowała ją biologia i chciała jej uczyć dzieci. Po studiach warszawskich w 1953 r. otrzymała nakaz pracy (wtedy powszechną praktyką było, że władze decydowały o przydziale do konkretnej szkoły) w sochaczewskim Liceum Ogólnokształcącym im. F. Chopina. Była to jej pierwsza i jedyna szkoła. Związała się z nią na blisko 40 lat.

Profesor Łakomska do dziś serdecznie wspomina to miejsce - uczniów, kolegów z pracy i małe mieszkanko, jakie otrzymała na piętrze „ogólniaka”. Nie była zresztą jedyna. Inni nauczyciele też pomieszkiwali w szkole, dopóki nie znaleźli czegoś własnego. Wśród nich byli m.in. państwo Skarżyńscy i Łuczyńscy. Pani Maria opowiada, że żyli wtedy jak jedna wielka rodzina, nawzajem się gościli, pomagali sobie w trudnych sytuacjach, a przyjacielskie kontakty przetrwały przez długie lata.

Te dawne czasy w liceum pamięta także dlatego, że tam spotkała „swojego Rysia”, który w tym samym okresie dostał etat nauczyciela w-f.  Połączyła ich więź na całe życie i tuż po ślubie w 1957 r. młoda nauczycielka biologii zamieszkała wraz z mężem w domu przy ul. Staszica.

Ryszard Łakomski (rocznik 1924) to Honorowy Obywatel Sochaczewa, legenda naszego miasta, organizator wielu wydarzeń, meczów międzypaństwowych, twórca sekcji sportowych na Orkanie, szef miejskich i wojewódzkich organizacji sportowych, a później także działacz sportu niepełnosprawnych. Za działalność społeczną otrzymał ponad 40 odznaczeń, z których najważniejsze to: Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Złoty Krzyż Zasługi, Krzyż Harcerski, Medal Armii Krajowej.

To ostatnie odznaczenie wzrusza szczególnie, gdyż „Rysio”, jako 18-latek, wstępuje do Armii Krajowej, do I drużyny IV pułku obwodu Sochaczew („Skowronek”). Przybrał wtedy pseudonim „Żbik”. Działał w grupie transportującej broń do Puszczy Kampinoskiej, przenosił materiały opatrunkowe i narzędzia chirurgiczne. Odpowiadał też za dostarczanie meldunków i raportów dowództwa „Skowronek” do Warszawy.

Jednak okrucieństwa wojny nie skończyły się dla niego wraz z kapitulacją Niemiec, bo do kraju wkroczył drugi okupant - władza sowiecka. Pan Ryszard wielokrotnie opowiadał mi, jak musiał uciekać z domu, chować się przed oprawcami, którzy rozprawiali się z byłymi AK-owcami. Udręką były także odgłosy dochodzące z tzw. małego szpitala przy ulicy Staszica, który zaraz po wojnie był siedzibą SB. W nieludzkich warunkach, w zimnych, mokrych piwnicach, bez jedzenia i wody przetrzymywano i torturowano tam nieprawomyślnych, ale także niewinnych obywateli, a krzyki i zawodzenia męczonych ludzi słychać było w ich domu znajdującym się po sąsiedzku.

Elżbieta Cichońska żałuje, że nie słuchała zbyt dokładnie opowieści taty z dawnych lat, bo tak wiele historii umknęło w niepamięć. Choćby taka, że Ryszard Łakomski w jakiś sposób dostarczał uwięzionym w budynku środki opatrunkowe i żywność, ale córka nie pamięta szczegółów. W późniejszym czasie w pokoju gospodarza znajdowało się istne muzeum. Pan Ryszard przechowywał tam trofea sportowe, medale, fotografie z różnych wydarzeń, pamiątki z dawnego Sochaczewa. Wynikało to nie tyle z samozachwytu nad swoją przeszłością, a raczej z sentymentu do tego, co minęło. Jego zasługi doceniły władze Sochaczewa, przyznając mu w czerwcu 2012 r. tytuł Honorowego Obywatela Miasta.

Siła w rodzinie
W ten sposób wróciliśmy do początku, czyli do domu, który przez długie lata dawał schronienie nie tylko domownikom. Oprócz okupantów i licznych lokatorów pomieszkiwali w nim uczniowie „Chopina”. „Sprawczynią” tego była profesor Łakomska, która, zwłaszcza jesienią i zimą, „przygarniała” na noclegi licealistów dojeżdżających z okolicznych gmin. Szkoda jej było młodych ludzi, dla których jedyną możliwością dotarcia do domu był autobus PKS, odjeżdżający zazwyczaj zanim ci skończyli lekcje. Tak więc często mieszkali u państwa Łakomskich od poniedziałku do piątku, a do domów jeździli na weekendy. Byli to głównie młodzi kuzyni, ale w tym domu pomocy nie odmawiano także obcym.
W takim licznym towarzystwie wychowywały się córki państwa Łakomskich: Hania i Ela. Ta ostatnia mówi, że przyzwyczaiły się do ciągłego zamieszania, do ciasnoty we własnym domu i nie narzekały. Problem stanowiła raczej nieobecność taty, który albo był w pracy, albo zajmował się jedną ze swoich licznych funkcji społecznych. Za to kiedy wracał wieczorem, dziewczynki nie mogły się od niego odkleić. Mimo że pan Ryszard zmarł trzy lata temu, to ogromne uczucie przetrwało do dziś. Teraz liczna rodzina swoją miłość przelała na seniorkę rodu, panią Marię, która niedługo skończy 89 lat.

Właśnie ze względu na wiek i nie najlepszy stan zdrowia zamieszkała ona w domu młodszej córki, Elżbiety, znajdującym się po sąsiedzku ze starym domem. Można powiedzieć, że kolejne pokolenia łączą pasje i zawody państwa Łakomskich: nauczanie i sport. Elżbieta, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej i żona znanego w mieście działacza i sędziego sportowego Andrzeja Cichońskiego, ma trzy dorosłe córki i trzech wnuków. Jeden z nich, Kuba, już od lat znajduje się w centrum zainteresowania mediów, a to z uwagi na swoje wyjątkowe zainteresowania sportem motorowym. Jako czterolatek jeździł pokazowo na kładach, a teraz, w wieku 10 lat, zaczyna swoją przygodę z motocyklem. To niewątpliwie pasje sportowe odziedziczone po tacie i dziadku, które podziela także jego mama - Joanna. Najstarsza córka Ola jest nauczycielką języka angielskiego, z kolei w ślady babci Marii poszła najmłodsza wnuczka - Julia, która studiuje biologię sądową i psychologię. Pani prof. Łakomska przypomina, jak wspólnie uczyły się do egzaminów i jak przepytywała wnuczkę z wiedzy biologicznej.

Starsza córka Marii i Ryszarda Łakomskich, Hanna, od wielu lat mieszka w Kanadzie, ma dwoje dorosłych dzieci i co roku odwiedza Sochaczew. Obecnie, dopóki nie zbuduje własnego lokum, zielony dom zajmuje jedna z wnuczek państwa Łakomskich ze swoją rodziną.

Trzeba jednak ze smutkiem powiedzieć, że budynek, który tyle przeżył wraz ze swoimi mieszkańcami, też się postarzał. Jego renowacja, tak aby zachował dotychczasową strukturę i przedwojenny charakter, wymaga wielu kosztownych zabiegów. Wszyscy jego miłośnicy wierzą jednak, że dopóki trwa rodzina, dom będzie trwał razem z nią.

Jolanta Śmielak-Sosnowska
jolanta.sosnowska@sochaczew.pl

A A A
07-08-2018
godz.09:14
 


nadchodzące wydarzenia

piątek, 19.10.2018 r. 2190675 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms     wypisz się
polecamy